7 prac

7 prac

Po sieci krążą opowieści o wykonywanych w życiu pracach. To ja też! Pozwoliłam sobie spojrzeć na nie od strony korzyści, jakie wyniosłam. Nawet jeśli sprowadzały się do tego, że przekonałam się, czego absolutnie nie chcę w życiu robić.

1. Zbiór owoców – nie pamiętam, co zrywałam, trwało to nie więcej niż dwa, trzy dni, a jednak wyrobiło we mnie przeświadczenie, że ogrodnictwo to nie dla mnie. Jak również praca fizyczna (zawsze byłam słabeuszem), co może jakoś zmotywowało mnie do nauki?

2. Wychowawca na kolonii. Na własnej skórze zrozumiałam wymowę powiedzenia obyś cudze dzieci uczył! (chociaż w tym wypadku chodziło raczej o czasowe przejęcie sterów nad opieką i wychowaniem). Kolonia była przeznaczona dla dzieci z tzw. problemami, wyjątkiem była moja grupa – tam byli wychowankowie z “dobrych domów”. Tak, hm, zmieniło to moje poglądy na takie rozróżnienie. Po “trudnych” dzieciach człowiek przynajmniej wie czego się może spodziewać… Te trzy tygodnie były bardzo stresujące. Dziwne, że po tym doświadczeniu nie zmieniłam kierunku studiów.

3. Pierwsza praca biurowa, tuż po studiach. Świetna ekipa, która długo jeszcze spotykała się towarzysko, nawet gdy po firmie pozostały zgliszcza. Bardzo ważne doświadczenie, bo zobaczyłam, jak poprzez złe zarządzanie można położyć coś, co świetnie działało i wydawało się być skazane na sukces.

4. Malutkie wydawnictwo z dwoma szefami – filozofem, który nie schodził ze swej chmury na ziemię i biznesmenem, który usiłował to – różnymi sposobami – jakoś to ogarniać. Klasyczny przykład tego, jak nie powinna działać firma. Właściwie z perspektywy czasu mogę uznać, że jedynym plusem pracy tam (zresztą bardzo krótko trwającej) było dowiedzenie się o istnieniu Stefana Chwina i do tej pory pozostaje on pisarzem, po którego książki chętnie sięgam.

5. Duże wydawnictwo, gdzie spędziłam kilka lat. Nauczyłam się tam mnóstwo rzeczy. Ciężko byłoby je wszystkie wymienić, bardzo dużo dowiedziałam s także o sobie, o swoich mocnych stronach, ale także ograniczeniach.  Spędziłam wiele wspaniałych chwil, również całą masę ciężkich momentów, zwłaszcza, że długo byłam kierownikiem, a zarządzanie nawet tylko kilkuosobową grupą wcale nie jest taką bułką z masłem jak się komuś może wydawać. Było to miejsce, gdzie poznałam wielu wspaniałych i ciekawych ludzi. Ba, człowiekowi nawet zdarzało się ocierać o Prawdziwe Sławy. Jak to w dużej instytucji bywa, zetknęłam się też ze zwykłymi karierowiczami, którzy wszystkich są w stanie poświęcić na drodze do osiągnięcia celu – ale ich wyrzucam z pamięci, bo nie są warci tego, by o nich rozmyślać.     

6. Wychowanie dzieci. Wiem, wiem, dla wielu to “siedzenie w domu”. Dla mnie mrówcza praca, której efektów bardzo często nie widać od razu. To inwestycja obarczona wysokim stopniem ryzyka. Harówka, która – mam nadzieję – kiedyś zaowocuje. Opiekując się dzieckiem można ograniczyć się do karmienia i pilnowania, by sobie nie rozbiło łba. Można też wspomagać go w rozwoju, pokazywać świat. Ja wybrałam tę drugą opcję.

7. Firma, w której spędziłam tylko kilka miesięcy. Był to jednak wystarczający czas na stwierdzenie, że sprzedawcą trzeba się urodzić, a mnie to z pewnością nie dotyczy. Dlatego zwiałam stamtąd czym prędzej, by teraz nękać świat swoim pisaniem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *