Ech, ten perfekcjonizm

Ech, ten perfekcjonizm

watch-790363_960_720

 

Ech, ten przeklęty perfekcjonizm. Nie pozwala na zrobienie czegoś na pół (a nawet na ćwierć) gwizdka. Perfekcjonizm w pracy i w życiu codziennym. Jak już coś robię, to musi być dobrze i dopieszczone. Dopracowane. O ile łatwiej byłoby odbębniać swoje obowiązki, zamiast tworzyć z każdego z nich projekt życia?

Wada czy zaleta?

To, co na pierwszy rzut oka wydaje się być atutem, tak naprawdę może być przekleństwem. Bo nie każda czynność warta jest takiego podejścia. Niestety, zbyt często w swojej pracy nie potrafiłam wprowadzić rozgraniczenia na to, co po prostu trzeba jak najszybciej i przy użyciu jak najmniejszych nakładów umysłowych “odhaczyć”, a nad czym trzeba się skupić. Pani Dokładność zawsze stała nad moim ramieniem i szeptała: jeszcze, jeszcze, to nie jest wystarczająco doskonałe! Jak na przykład napisać tekst pod wyszukiwarkę, na który opłaca się poświęcić raptem kilka minut, gdy człowiek po prostu nie może puścić czegoś, co jeszcze nie ma rąk i nóg? Albo te kończyny ma, za to jest całkowicie niewygładzone? I gdy po prostu nie chce się wypuszczać ze swoich rąk zwykłego bubla?

Chyba nawet najwięksi specjaliści obok wielkich, poważnych zleceń miewają jakieś “michałki”. A cóż dopiero początkujący w danej branży.

Prokrastynacja

Ale nawet jeśli trafi się wielkie, wspaniałe zlecenie – ono też musi zyskać zakończenie. Tymczasem im większą świadomość powagi danego zadania, tym większa pokusa, by rzeźbić go w nieskończoność.

Ola Budzyńska, znana też jako Pani Swojego Czasu uważa, że perfekcjonizm jest jedną z przyczyn odkładania zadań na później. Perfekcjonizm – brat bliźniak prokrastynacji. Bo tak na dobrą sprawę wszystko można jeszcze spróbować poprawić. Tekst da się przerabiać w nieskończoność, bawiąc się synonimami, składnią i środkami stylistycznymi. A na sam koniec stwierdzić, że zasadniczo trzeba by to napisać od nowa.

Właściwie tylko deadline może nam wyrwać z rąk tekst, bez niego nigdy nie uznalibyśmy go za gotowy.

Dość!

Moja była pani dyrektor miała świetne powiedzenie na zbyt długie grzebanie się w danym temacie: Kiedyś trzeba sobie powiedzieć dość!

Lawirowanie pomiędzy totalnie nieprzygotowanym zadaniem (takim, które wstyd puścić w świat), a dopieszczaniem go do granic absurdu wydaje mi się być bardzo trudną, a jednocześnie niezbędną do normalnego funkcjonowania umiejętnością. Zwłaszcza teraz, gdy nikt nikomu nie zamierza płacić dla idei tylko dlatego, że coś zostanie zrobione na tip top, jeśli w ostatecznym rachunku nie okaże się rentowne. W rezultacie tylko umiejętność szeregowania obowiązków według stopnia ich ważności pozwala zrobić wszystko co trzeba i nie dać się przy okazji zajechać jak tkaczka w azjatyckiej fabryce.

Ciężkie czasy dla perfekcjonistów.

 

Zdjęcie: pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *